|
Blog > Komentarze do wpisu
Ostatni zryw
Męczyłem się psychicznie jeszcze dobry tydzień, ale nie widząc żadnych zmian w zachowaniu „B”, ani jakiejkolwiek inicjatywy, czy choćby dobrej woli żeby zmienić zaistniały stan rzeczy, postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. Chciałem możliwie jak najprościej pokazać możliwe alternatywy, a te zawęziły się ostatnio właściwie do dwóch opcji. Albo nam obojgu zależy żeby uratować to co nas przez lata łączyło, albo kończymy zabawę i próbujemy żyć dalej już bez siebie. Stanu zawieszenia, w który „B” wpędziła naszą relację nie potrafiłbym znieść ani dnia dłużej...
Poprosiłem „B" o rozmowę w pobliskim parku tuż po skończonej pracy. Późna wiosna zaczynała właśnie nieśmiało przeobrażać się w lato. Było ciepło, słonecznie, wiał delikatny przyjemny zefirek, ale ja czułem jedynie przenikliwy wewnętrzny chłód. Wiedziałem, że za chwilę rozstrzygnie się nasze wspólne być albo nie być, ale nie potrafiłem przewidzieć scenariusza wydarzeń. Usiedliśmy na rozgrzanej ławce w jednej z ustronnych alejek tak, by nikt nam nie przeszkadzał. Zapadła niezręczna cisza, którą to ja powinienem był przerwać, ale nie potrafiłem czując ciężar i możliwe konsekwencje zbliżającej się konwersacji. Na szczęście „B" była nieco pozytywniej nastawiona niż ostatnio i w końcu przełamałem swoją niemoc. Początek był podobny do naszej poprzedniej rozmowy. Wyjaśniłem „B", że nie potrafię dłużej funkcjonować w takiej atmosferze i napięciu jakie wytworzyło się między nami. Nie umiem sobie poradzić z dystansem na jaki mnie odsunęła. Jednak tym razem nie dociekałem powodów, dla których traktowała mnie ostatnio tak ozięble. Z jednej strony nie sądziłem, żeby cokolwiek się zmieniło i „B" będzie umiała wytłumaczyć swoje zachowanie, a z drugiej wiedziałem, iż żadne wyjaśnienia nie posunęłyby nas naprzód. Zapytałem wprost czy jej jeszcze na mnie zależy i czy chce spróbować naprawić to, co uległo wypaczeniu i zniekształceniu. Sam niczego innego nie pragnąłem, ale bez jej udziału nie byłbym w stanie zmienić czegokolwiek. Do tej pory kiedy coś się psuło podejmowałem samotne próby walki o nas, ale obojętność „B" za każdym razem coraz skuteczniej odbierała mi motywację i siły by walczyć. Szamotałem się tylko bezradnie w plątaninie emocji bez żadnego wymiernego efektu, aż dopadła mnie zupełna rezygnacja. Zrozumiałem, że w pojedynkę nie jestem w stanie niczego osiągnąć, że moje „chciejstwo" nie wystarczy jeśli ona nie będzie przekonana, iż chce ratować nasz związek. Do tego potrzeba było prawdziwego zaangażowania nas obojga i wiary w to, iż wszystko można jeszcze odwrócić i wyprostować. Jeżeli nadal mnie kocha, to niech to okaże zamiast dzień po dniu zabijać we mnie uczucie i nadzieję. Albo jesteśmy w tym razem i oboje się staramy, albo mówię pas, bo nie mam już sił, by dłużej to ciągnąć. „B" zgodziła się ze mną co do meritum. Próbowała tłumaczyć skąd się wzięło jej negatywne nastawienie, ale ostatecznie sama przyznała, że nadal nie rozumie i nie potrafi określić przyczyn. Także ją wyczerpywała napięta atmosfera i nieporozumienia, które piętrzyły się między nami. Pragnęła to wszystko przerwać, ale nie wiedziała w jaki sposób, więc brnęła coraz dalej siłą rozpędu. Potem również jej udzieliło się moje zrezygnowanie i apatia. Jednak ostatecznie nie chciała stracić tego, co wspólnie budowaliśmy przez cały ten czas. Dlatego ochoczo przystała na mój warunek i zadeklarowała, że chce za wszelką cenę naprawić nasze relacje. Stwierdziła, że jeśli oboje od teraz zaczniemy się starać to mamy dużą szansę, by jeszcze było między nami tak dobrze jak kiedyś. To był najlepszy balsam na moje pokaleczone serce. Poczułem przepełniającą mnie radość, że w końcu zostałem zrozumiany i od teraz wszystko będzie już szło ku lepszemu. Przecież skoro się kochamy i oboje chcemy odbudować naszą więź, to nie ma możliwości, żeby nam się nie udało. Potrzebowałem tego optymizmu, tego poczucia, że jeszcze nie wszystko stracone i to właśnie dostałem od „B". Przytuliłem ją mocno do siebie i długo ściskałem, nie chcąc wypuścić z objęć. - Chciałbym być znów Misiem, w którym się zakochałaś i zrobię wszystko żeby tak było... - wyszeptałem jej do ucha z trudem powstrzymując wzruszenie. poniedziałek, 20 lutego 2012, romanser
TrackBack
Komentarze
poprostu.aga
2012/02/20 15:48:46
Szkoda że masz takie zaległości czasowe na blogu, bo nie moge zadac pytań, na które odpowiedzi mnie interesują, bo nie wiem czy będziesz mógł odpowiedzieć nie zdradzając wątków które chcesz opisać w przyszłości. Kiedy kolejna notka ? Nie wierze że nie masz czasu żeby naskrobać coś częściej :P
Gość: fantasmagoria, d143-0.icpnet.pl
2012/02/20 16:33:42
Nie wierzylam jak zobaczylam powiadomienie o notce na mailu. Reaktywacja czy przygotowanie pod zakonczenie bloga? :)
Gość: , 93-181-158-74.internetia.net.pl
2012/02/21 12:53:02
Mam takie pytanie...
Skoro tak bardzo sie kochacie i razem walczycie o to wszystko co bylo budowane przez lata dlaczego nie odejdziesz od zony i nie rozpoczniesz nowego zycia z B? Kogo tak naprawde kochasz???
Gość: only.ola131313, 213.192.66.*
2012/02/21 13:23:53
Tak sobie myślę, że sytuacja przypomina trochę ratowanie wypalonego małżeństwa, sens romansu jest zawsze jeden i ten sam - spontaniczność, emocje o sile wulkanu, motyle w żołądku, świerzość podniecenia, wypieki na twarzy, przyśpieszony rytm serca... to moim zdaniem są powody dla których zdradzamy - nasze stałe związki - często zwiazane miłością, tego już nam nie gwarantują... pojawia się zatem niedparta chęć na skok w bok... no i mamy albo seks bez zobowiązań, albo romans z zaangażowaniem naszych uczuć... no dobrze, ale co kiedy w nowym "związku" coś nie gra po czasie? Mamy nieudany związek zamiast nieudanego związku? Konstrukcja karkołomna przyznam szczerze... JA, powtarzam JA....(każdy może mieć i ma własne poglądy) postawiłabym na koniec, definitywny koniec...
2012/02/21 14:53:35
Myśle @only.ola że masz dużo racji, ale tu jeszcze po tych latach dochodzi przyzwyczajenie i przywiązanie, może sentyment i własnie chcą to ratować ze względu na coś co było. Pewnie dlatego tez roman nie odchodzi od żony. dla mnie to nie ma sensu, ale wiadomo, co kto lubi ;)
Gość: only.ola131313, 213.192.66.*
2012/02/21 15:14:03
Pytanie tylko, czy warto czekać do takiego momentu.. kiedy romans zostanie zdradzony? Nie mówię o całkowitym zerwaniu kontaktów, mówię o zakończeniu "formalności" (o ile przy romansie formalność jakaś być może) tego zwiazku... Nie można na siłę podgrzewać emocji.. one albo są ... allbo ich nie ma. Małżeństwo jest czymś trwałym z urzędu - tu jest zdecydowanie trudniej o definitywne rozwiązania, ale romans... ? on chyba z założenia powienien być tymczasowy, do czasu kiedy bawi obie strony, kiedy jest więcej z niego korzyści niż kłopotów... no tylko że trzeba uważać na delikatną granicę pomiędzy romansem (zauroczeniem) a miłością... bo kiedy ją przeoczymy... jest kiepsko... dla wszystkich uwikłanych w historię
2012/02/21 15:23:42
Oj tam, oj tam... Romuś trzyma nas w napięciu... Ja powiem wprost: czekam na trupy :D
Gość: fantasmagoria, d143-0.icpnet.pl
2012/02/21 16:25:35
Romans dla samej zabawy moze takim jest na poczatku ale jesli oni sa w to uwiklani 3 lata jesli dobrze pamietam i w gre wchodza uczucia to tez nie tak prosto to zakonczyc. Tak jak only.ola pisze to zaczyna przypominac rownolegly zwiazek a nie okazjonalne bzykanie na boku. Moze to was zabilo Roman? Ze oboje byliscie juz w zwiazkach (no dobra B moze nie bo jest tylko w drugim romansie) i jak wasz uklad zaczal tez sie formalizowac to cos zaczelo sie psuc? Poki sie jedzie tylko na endorfinach to jest slodko a jak sie ma rowniez wspolne problemy i konflikty to zaczynasz sie zastanawiac po co ci cos co juz masz w domu.
2012/02/21 16:48:11
Mdli mnie od tych wszystkich "dobrych rad", analiz sytuacji i osobowości. Z doświadczenia wiem, że "życzliwych" jest wielu...
Bardzo łatwo się bluzga i doradza kiedy siedzi się za klawiaturą komputera i nie jest się Romkiem, lub B 2012/02/21 17:29:25
@em.atram- Ameryki nie odkryłaś. Zdrada i romans to jak widać nadal dość kontrowersyjny temat, nawet na blogach. Jednak jezeli ktoś pisze o tym swój blog i daje możliwość komentowania to znaczy że jest gotowy unieśc ciężar komentarzy jakie tam będą zawarte, bez względu na to czy będą pochlebne czy nie.
Myśle że Romek już swoje na klate przyjął a te komentarze średnio go ruszają, w końcu napewno i tak swoje myśli, a już napewno swoje robi. A jeśli Ciebie tak bardzo rażą komentarze, to zatrzymuj sie na notkach i nie przesujwaj strony niżej ( pisze to bez żadnych złośliwości etc. ) ;) Ta historia przyciąga ludzi z różnych powodów i nie obejdzie sie tutaj bez spekulacji, analiz, pytań i pocisków dla autora. Ot, życie. 2012/02/21 18:56:24
poprostu aga; bynajmniej nie mam problemu z komentarzami, ja też już swoje przyjęłam na klatę i wiem że większość komentarzy jest g... warta. Myślę, że Romek ma podobne podejście. Nie czytam komentarzy, zazwyczaj, szkoda czasu na te wypociny(chociaż trafiają się również dość interesujące), chyba dało się zauważyć, że rzadko wdaję się w te "głębokie" dyskusje. Pozostawiłam komentarz, bo może komuś zaświeci się żaróweczka, że wydawanie opinii nie jest tym samym co udzielanie rad co zrobić; być razem, ciągnąć romans, czy zerwać znajomość. Romek jest dorosły, interesuje nas historia, a tylko jego własne decyzje dodają jej pikanterii, my nie jesteśmy autorami. Najlepiej aby każdy zajął się doradzaniem samemu sobie. Nie od dziś niemal każdy ma jakieś swoje frustracje i problemy z którymi nie może sobie poradzić, może lepiej poświęcić uwagę swojej często nieuporządkowanej grzędzie niż cudzej. Taka nasza polska mentalność, fajnie czytać o cudzych porażkach, krytykować, obrażać i udzielać kazań jak z kościelnej ambony.
Gość: fantasmagoria, d143-0.icpnet.pl
2012/02/21 20:02:17
Ja tu nie widze zeby ktos zlote rady dawal. Zreszta Roman sie przyznal ze to tylko retrospekcja a romans jest juz od jakiegos czasu historia. Nie mozna doradzac ani wplywac na wydarzenia po fakcie ;)
2012/02/22 09:37:14
Jeśli kochasz to walczysz za wszelką cenę nie bacząc na to, że obiektywnie sama walka jak i cel mogą być zupełnie bezzasadne czy wręcz bezsensowne. Wtedy tak było ze mną. Dziś kiedy tamto uczucie zostało we mnie metodycznie osłabione jestem skłonny przychylić się do opinii Oli...
Co do komentarzy to już kiedyś wspominałem, że świadczą one jedynie o ich autorach, a nie o mnie, czy innych postaciach z tej historii ;-)
Gość: only.ola, 213.192.66.*
2012/02/22 09:58:49
Cieszę się że R nie traktuje mojej wypowiedzi jak moralizatorstwo - jest to tylko mój pogląd na sprawę, a nie rady. Wiem coś na ten temat ponieważ sama się doświadczyłam podobną historią i dlatego w pełni rozumiem rozterki sercowe w trakcie i chłodną ocenę sytuacji po fakcie.
Pozdrawiam ciepło 2012/02/24 17:56:43
Ktoś kiedyś powiedział że przyjaźń damsko-męska jest możliwa pod warunkiem że zainteresowani już ze soba spali. Czyli do przyjaźni warunek spełniony.
2012/02/25 19:51:40
od only.oli dowiedzialem sie, ze zwiazki związane milością , formalne z urzędu zdradza dla wypiekow na twarzy ,świezosci podniecenia i przyspieszonego bicia serca...-:) super :P
od romansera kupuje zwrot - uczucia metodycznie oslabione. Tak romanser ma rację komentarze świadczą o autorach, notki rowniez-:)
Gość: Czytelnik, 178.182.171.27.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2012/02/26 00:36:49
Nielot, po jakiego grzyba tutaj zaglądasz frustracie? Żeby trollowac w komentarzach? Skoro nie pasuje ci blog i komentujący to po jaką cholerę tutaj wchodzisz i męczysz bułę? Słowo daję nie rozumiem po co zniżasz się do poziomu nas maluczkich skoro jesteś tak zajebisty.
2012/02/26 08:45:12
uuuu, pozwolisz , ze sie wytłumacze bo chyba nacisnąłem niechcąco jakiś Twoj wrazliwy guziczek a komentarz mam nadzieję, że nie dotyczył przecież Ciebie.
kto tu ma frustracje ? kupiłm tylko tekst romansera -:) albo cytuję wypowiedź, to parafraza ...w dyskusji tak sie nieraz robi. To nie ja stwierdziłem, że jestem zajebisty. Nie mam o sobie takiego zdania. Wg. Ciebie zacytowac wypowiedzi kometujących lub kupic jakiś zwrot to frustracja ? nie wiedziałam -:) a od Ciebie sie dowiedziałem, że troluję-:) nie wiem co to jest , ale szanuje Twoje zdanie. Tak sie sklada, że zagladam i komentuje blogi ,na ktore mam ochote. Dla mnie np. Twoje stwierdzenie po co tu zaglądasz bardziej świadczy o Twojej frustracji ponieważ moj kometarz nawet nie dotyczy Ciebie, a wywolał jakies napięcie, to zapewne dysnonas poznawczy -:) Ten komentarz to pewnie znowu trolowaty..... nie moge odmowic sobie zaglądania tutaj-:) , a z jakiego względu to moja slodka tajmnica. Na pewno nie z powodu frustracji.
Gość: Czytelnik, 178.180.29.108.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2012/02/26 21:31:13
Podczytuję tego bloga od początku, na poprzedni trafiłem w połowie jego istnienia. Jako żywo przypominasz użytkowniczkę "dotykając". Ona też leczyła własne kompleksy szydząc z komentarzy i ich autorów i uprzykrzała życie czytelnikom tego bloga. Jeśli to nie jest trollowanie to skąd twój kpiący ton? Najwidoczniej co jakiś czas musi się znaleźć ktoś taki jak wy, taka prawidłowość.
2012/02/27 08:29:47
to jest smieszne co piszesz -:) a jak poczules /las sie czytelniku malultki to Twoj problem a nie moj. Mam nadzieję, ze nie masz paranoji bo wyjdzie na to , ze ja tu za 10 nickow robię lecząc przy okazji kompleksy. No to teraz sie nie dziwię, że juz ktoś z Ciebie kpił bo czepiłeś sie mnie dla samego czepiania się - chyba nie jesteś only.ola ? Bo jak nie jestes only.ola ani romanser to czemu sie mnie czepiasz ? występujesz jako adwokat w ich imieniu wszystkich czytelników ? a nick do ktorego adresowany był moj komentarz czyli only.ola , milczy ....a Ty sie czepiasz.....a moze ma inne zdanie niż Ty ? Jezeli ktoś tu kpi z kogoś to chyba sam autor tego bloga z samego siebie.
Ja spojrzę na swoj ton , a Ty spojrz na swoj -:) p.s to moja ostatnia wypowiedż w stosunku do ciebie czytelniku. Nie bede sie tlumaczyl , ze nie mam garba. 2012/03/01 14:26:14
Jesli kogos kochasz, to musisz umieć pozwolic mu odejść. banalne, ale prawdziwe. Walka dla samej walki nie ma sensu. Odpusć.
Gość: kostka, 89-68-90-75.dynamic.chello.pl
2012/04/01 21:39:44
przeczytałam cały tamten blog i cały ten... i zastanawiam się czy twoja żona nic do cholery nie podejrzewa? te rozmowy, sms'y... nie pyta, nie sprawdza? bardzo przykro, że znajdujesz się między młotem i kowadłem... ale trzeba było pozwolić odejść jednej z nich albo B albo twojej żonie a nie powoływać na świat dziecko, które będzie dorastało w takim trójkącie? Pomyśl o swojej rodzinie... Zdradzający matkę ojciec to nie jest najwspanialsza rzecz na świecie UWIERZ MI
|