Czy istnieje prawdziwa przyjaźń między kobietą, a mężczyzną? Zdania na ten temat są podzielone. Czy zatem przyjaźń pomiędzy dawnymi kochankami jest w ogóle możliwa? Sprawdzam to każdego dnia...

Blog > Komentarze do wpisu
Przerwa
Psuć zaczęło się między nami dużo wcześniej. Nasza emocjonalna sinusoida uległa zniekształceniu. Coraz dłuższe okresy kiedy było źle przeplatane były coraz krótszymi etapami poprawy. Schemat był zawsze podobny – cztery/trzy/dwa tygodnie sielanki, a potem niespodziewane zwiększenie dystansu i chłód emocjonalny ze strony „B” bez żadnych namacalnych przyczyn takiego obrotu sprawy. Za każdym razem było mi trudniej walczyć widząc pogłębiającą się obojętność. Czułem jedynie zrezygnowanie i narastającą frustrację z powodu własnej bezsilności. Gdzieś w połowie roku nadszedł moment, kiedy nie mogąc psychicznie wytrzymać kolejnego oddalenia zapytałem „B”, czy jeszcze zależy jej na utrzymaniu naszych bliskich relacji...

To była trudna rozmowa, choć przeprowadziliśmy ich wiele w naszej historii. Tym cięższa, że „B" nie potrafiła mi powiedzieć co się z nią właściwie dzieje. Długo formułowała wypowiedzi, cedziła słowa, jak gdyby zaczynając zdanie sama nie wiedziała jakie będzie jego zakończenie. Usłyszałem, że owszem, zależy jej na mnie, ale nie umiała wytłumaczyć powodu swojego zachowania. Sama nie wiedziała dlaczego ni stąd ni zowąd zaczynała się ode mnie odsuwać i marginalizować mój udział w swoim życiu, a jednocześnie wyczułem, że nie ma w niej chęci do zmiany tego stanu rzeczy. Tak jakby była tylko obserwatorem wydarzeń i jedynie przyjmowała je do wiadomości, bez dociekania przyczyn i nie mogąc zareagować, choć tak naprawdę mogła. Stwierdziła, że nie robiła niczego celowo, że musiało się to dziać podświadomie.

Czego więc pragnęła jej podświadomość? Czy czuła przesyt pozytywnych wrażeń? Wszak „B" nie raz dawała mi do zrozumienia, że zbyt długa sielanka jej nie odpowiada, a wręcz na dłuższą metę nudzi ją. Czy tak w istocie było? Czy to owe wahania góra-dół pozwalały jej osiągnąć stan emocjonalnego haju, którego katalizatorem były właśnie zmiany, a nie trwanie? Czyżby, podobnie jak w uzależnieniu, z biegiem czasu zaczęła potrzebować coraz częstszych zwrotów akcji, by utrzymać satysfakcjonujący poziom mentalnej ekscytacji? A może broniła się przed zbytnim uzależnieniem się od mojej obecności w jej życiu? Często zżymałem się na jej samodzielność w sprawach, w których dużo prościej byłoby poprosić o radę, czy pomoc. Chociaż wiedziała jak wielką przyjemność sprawiało mi pomaganie jej, to ona z uporem maniaka starała się udowodnić jak świetnie radzi sobie sama. Być może przyczyna leżała jeszcze gdzie indziej? Niewykluczone, że czuła wewnętrznie, iż w jej życiu zwyczajnie nie ma miejsca dla dwóch mężczyzn. Pomimo tego, że dwa związki na pół etatu nie były w stanie zrekompensować braku tego jednego z prawdziwego zdarzenia, to nie była w stanie obdzielić ich po równo uczuciami. Kilkukrotnie zwierzała mi się, że nie potrafi być szczęśliwa ze mną i z „S" jednocześnie. Jej zdaniem jeśli w jednym układzie działo się lepiej, to w drugim niejako automatycznie musiało nastąpić pogorszenie. Jeden z nich funkcjonował kosztem drugiego. Zawsze. Czy zatem na własnej skórze przekonywałem się właśnie o postępującej zmianie priorytetów „B"?

Pytania, pytania, pytania. Coraz więcej było ich w mojej głowie, a wszystkie pozostawały bez odpowiedzi. Widząc, że prawdopodobnie nie dojdziemy do żadnych sensownych wniosków, zapytałem znienacka w akcie desperacji, czy chciałaby, abyśmy zrobili sobie „przerwę"... Skoro „B" sama nie wiedziała co się z nią dzieje, to może taka chwila wytchnienia od emocjonalnej i fizycznej bliskości pozwoliłaby jej wreszcie uporządkować myśli i uczucia? Tak jak nie planowałem zadać tego pytania, tak też z lekkim niedowierzaniem przyjąłem odpowiedź „B", która ze stoickim spokojem przystała na moją propozycję. Z trudem ukryłem zaskoczenie. Sądziłem, że zaoponuje, zareaguje żywiołowo przeciwko takiemu pomysłowi, wypunktuje jego niedorzeczność, zadeklaruje, że przecież mnie kocha i nie potrzebuje tego typu prób... ale jednak zgodziła się bez chwili zawahania...

wtorek, 08 listopada 2011, romanser

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: fantasmagoria, d143-0.icpnet.pl
2011/11/08 22:22:06
"bo milosc to nie film w jakims kinie ani roze ani calusy male duze
ale milosc kiedy jedno spada w dol drugie ciagnie ku gorze"
Banalny tekst ale prawdziwy. Jesli tylko jedno ciagnie w gore i sie stara to chyba zadna milosc. A u was tak wlasnie bylo z tego co piszesz :(
-
2011/11/09 12:16:42
Skąd ja to znam. Widocznie B tez jest uzależniona od "chemii"...
-
2011/11/09 13:14:11
Zmęczenie materiału .też to mam w tej chwili :(
-
2011/11/09 20:39:35
Zabawne - kiedys czytajac (jeszcze 1sza czesc) Twojego bloga, czytalam to tak, jak sie czyta opowiadanie lub streszczenie filmu. Teraz czytam - czasem wracajac do bardzo starych wpisow - i czuje sie jakby mnie ktos wycial z 'Truman show'. Czytam, powietrze w plucach zastyga - a wiec to tak, wiec on pisze o mnie, to ja jestem 'B'...
-
Gość: anouk, 85-222-100-173.home.aster.pl
2011/11/09 21:34:48
Czytajac wyjasnienie "konca" jedna mysl kołatała mi sie po glowie..to nie koniec Romanser. Nie pisze tego zeby Cię pocieszyc bo wcale tego nie potrzebujesz. Pisze to bo niestety takie związki nie koncza się w ten sposob...kolejna przerwa moze tym razem dluzsza moze bardziej bolesna...widzisz to jako koniec bo tym razem to B postanowiła za Ciebie i nie masz na to wplywu, ale (niestety! dla Was obojga) to nie jest koniec. Moja przerwa z tygdodnia, dwoch, osmiu trwała rok...a i tak wróciłam..takie miłosci sa jak nałóg..na całe zycie niestety. Obym sie myliła R.
-
Gość: fantasmagoria, d143-0.icpnet.pl
2011/11/09 21:34:50
Ciekawe ktoremu hejterowi tutaj rura by nie zmiekla jakby sam sie wpakowal w takie emocjonalne bagienko :)
-
2011/11/09 22:55:50
a ja trzymam za Ciebie kciuki i za szczęśliwe zakonczenie, dla Ciebie szczęśliwe
-
Gość: Zit, aepn115.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/11/11 07:19:16
Obstawiam, że za miesiąc będzie post pt."Wielkie pojednanie" i dalsze trucie o związku opartym wyłącznie na bzykaniu.
Lajf is lajf.
Polska przeprasza za bloggersów.
-
2011/11/11 23:48:12
gość zit , że tez Ci nie wstyd zostawiać komentarz pod tym bzykaniem :):):):) ważne , ze utożsamiasz sie z katolicką Polską :):):)
-
Gość: jaga, 77-255-65-145.adsl.inetia.pl
2011/11/12 09:10:16
sheefez - nie jestem katoliczką a i tak uważam że to co robi wasz cudowny, biedny, pokrzywdzony...[...] Romuś to upadek i dno.
-
2011/11/12 22:24:33
a kto uważa , ze romuś jest biedny i pokrzydzony ? upadek i dno ? a dla mnie samo zycie :):) wasz cudowny ? nie wiem do kogo to kierujesz :):)
-
Gość: jaga, 77-255-65-145.adsl.inetia.pl
2011/11/13 13:22:19
nie kazdy kto jest przeciwny jebaniu się na lewo i prawo jak króilik jest katolikiem
co za obłuda...
-
2011/11/13 15:00:18
wulgarna jesteś :) przyrównac czlowieka do krolika :) Twoim zdaniem w domu jebie jak czlowiek a na boku jak krolik :):):) haha
-
2011/11/15 20:39:26
mam nadzieje, ze to nie jest kolejna przerwa. niszczycie siebie nawzajem. i ranicie innych. 3maj sie ciepło:-)