|
Blog > Komentarze do wpisu
Stabilizacja
To, co początkowo przyjmowałem z lekkim niedowierzaniem i przeświadczeniem o nadciągającej nieuchronnie kolejnej wolcie naszej znajomości, o dziwo trwało w najlepsze. Widywaliśmy się każdego dnia, a jednak nie zauważałem, by „B” odczuwała przesyt mojej obecności. Wręcz przeciwnie – korporacyjna codzienność podsycała w nas tęsknotę za chwilami, które moglibyśmy spędzić tylko we dwoje. Zupełnie przypadkiem i niechcący osiągnęliśmy coś, co było moim marzeniem przez długie miesiące. Osiągnęliśmy pewnego rodzaju stabilizację.
M: I jak ja mam teraz pracować w tym stanie? Co? B: Ale o co chodzi? O ten niewinny całus w windzie? :p M: Takie "niewinne" całusy to ja poproszę częściej. B: W windzie to było silniejsze ode mnie. Tylko Ty się na mnie jakoś nie rzucasz… M: Dlatego, że ja się ogólnie nie NArzucam, więc i nie rzucam ;-) B: Ja mam w zasadzie tak samo, nie lubię się narzucać, ale lubię spontaniczne sytuacje, kobiety lubią czuć się pożądane nawet jeżeli udają, że im się to nie podoba. M: A to ciekawe… B: ? M: Ja myślałem, że to moja taktyka nic-na-siłę wreszcie poskutkowała. B: Taktyka nic na siłę jest dobra, a czy ona jest bardzo wbrew Tobie? M: Dlaczego wbrew? Moim zdaniem wprowadza równowagę sił. B: Rozwiń proszę. M: Dzięki niej nie jest już tak, że tylko ja uganiam się za Tobą. Tobie też zdarza się wychodzić z inicjatywą. Kiedyś to była rzadkość i czułaś się przez to osaczona, bo to ja działałem, a teraz się chyba trochę wyrównało. B: Mnie obecna sytuacja bardzo odpowiada i chyba doszliśmy do jakiegoś konsensusu. M: Na to wygląda :-) B: Bardzo nie lubię być osaczana, ale małe zbałamucenie czasami w windzie - czemu nie? :) M: Natomiast ja nie lubię się napraszać za wszelką cenę. B: To dlaczego to robiłeś? M: Bo nie widziałem innego sposobu! Kiedy ja byłem bierny, to potrafiłaś milczeć kilka dni. B: No i co w tym złego? M: Co w tym złego? Dostawałem szału umierając z tęsknoty i niepewności, co tym razem się mogło stać. Nie widziałem innego sposobu żeby np się z Tobą zobaczyć, niż zacząć się dopominać Twojej uwagi. Teraz jest inaczej. Mimo tego, że co dzień się widujemy to i tak szukamy ze sobą kontaktu. Co najważniejsze szukamy oboje, nie jest to jednostronne. B: Zatem mógłbyś napisać 2 książki: jak zniechęcić do siebie kobietę oraz jak rozkochać w sobie kobietę. M: Kto wie, kto wie… B: Tylko zaznacz, że historia i tak bez happy endu :/ piątek, 25 marca 2011, romanser
TrackBack
Komentarze
2011/03/25 19:47:53
Jestem w tym samym punkcie co dalej jak dalej żyć chwilą :(
"Uwieść kobietę to umie byle dureń, lecz umieć ją porzucić o, po tym właśnie poznaje się dojrzałego mężczyznę".
Gość: fantasmagoria, c153-97.icpnet.pl
2011/03/25 20:09:49
Piowal to sarkazm byl jak sadze ;) Sabbinka a z kogo ten cytat?
Oj Romek Romek ty sie znowu ludzisz ze sie miedzy wami unormowalo? Zobaczysz ze to tylko fala cyklu sie splaszczyla ale wahania powroca. Ja nie wierze w jakakolwiek stabilizacje. I nie wiem czy powinienes sie tak cieszyc bo czesto stabilizacja=stagnacja ;)))
Gość: fantasmagoria, c153-97.icpnet.pl
2011/03/26 07:56:58
Stabilizacja zamienia romans w drugie malzenstwo a zone Roman przeciez juz ma ;)))
2011/03/26 12:39:09
Dlaczego od razu w drugie małżeństwo ?
Stabilizacja nie musi oznaczać od razu ślubu - wystarczy że nie ma wahań.
Gość: magdalena, host84-38-81-245.tvkdiana.pl
2011/03/26 16:58:42
Ciekawi mnie jak zareagowałeś, co poczułeś gdy usłyszałeś (bądź przeczytałeś) to ostatnie zdanie...
Gość: fantasmagoria, c153-97.icpnet.pl
2011/03/26 19:26:41
Nie mowilam nic o slubie ;) Chodzilo mi ze ustabilizowany romans zacznie nosic znamiona malzenstwa. Straci na swiezosci, przestanie byc tak ekscytujacy, znikna wahania a przede wszystkim Roman nie bedzie juz musial walczyc o B co do tej pory czynil zreszta z pozytywnym skutkiem.
2011/03/26 19:59:40
Los bywa przewrotny, dlatego nie wierzyłabym w dłuższą stabilizację ;)
2011/03/27 08:33:33
Moja też jest bez happy endu... Smutne lecz prawdziwe. Wy przynajmniej sie kochacie.
Gość: rozważna i romantyczna, uran.technicad.gliwice.pl
2011/03/29 11:18:51
Romanserze, nie rozumiem cię. Proszę - jeżeli możesz - odpowiedz krótko na moje pytanie: jakie są powody, dla których chcesz być z żoną?
Wóczas może uda mi się zrozumieć motywy Twojego postępowania (oprócz oczywistej namiętności) i ciągłości tego romansu bez perspektyw bycia razem - tak prawdziwie. 2011/03/29 12:20:06
@rozważna i romantyczna - rozmawiałem ostatnio z koleżanką, którą swego czasu wtajemniczyłem w szczegóły mojego niegodziwego życia (blog przestał wystarczać, musiałem to zrzucić z siebie na kogoś bardziej namacalnego, niż wirtualne byty...) i ona w pewnym momencie wypowiedziała zdanie, po którym zwyczajnie zaniemówiłem, bo trafiła w sedno (to w jakimś sensie będzie odpowiedzią na Twoje pytanie): "uważam, że zakończenie któregokolwiek z tych dwóch związków by Cię zmasakrowało, nawet gdyby pozostał Ci ten drugi... prawda?"
@dezerterka_uczuciowa - albo tak nam się tylko wydaje... @xxx - miło Cię widzieć po długiej nieobecności i jest coś w tym, co napisałaś ;-) @zofia.boberek, fantasmagoria, piowal_g - nie sposób znudzić się chwilą stabilizacji po długim okresie huśtawek emocjonalnych, to jeszcze nie ten etap ;-) @magdalena - nie znamy zakończenia, póki nie przeczytamy historii do końca, a życie to niestety nie książka, gdzie można w dowolnym momencie przewertować ostatnie strony. 2011/04/05 09:23:42
czyli wygląda na to, że autor bloga nie dokonuje własnej autorefleksji , tylko traci mowę po tekstach innych ludzi ....chyba juz wiem czemu terapie psychoanalityczne trwaja wiele lat .... bp pacjent w tym czasie musi uwierzyć w to, co wciska mu terapeuta. Nie ma to, jak gotowe racje innych ludzi :):) w koncu autorefleksja troche więcej wysiłku wymaga,. Zmasakrowany biedaczek i tak źle i tak nie dobrze. Sprawca i ofiara w jednym dla samego siebie albo rozdwojenie jażni, czy inna nerwica ? Prosze przyjąc wyrazy wspolczucia.
2011/04/10 19:08:56
Jako cytowana przez Romana pozwolę sobie na wpis po raz pierwszy:) i chyba będę Go trochę bronić (co pewnie Romana zaskoczy, bo na co dzień tego nie robię:)) - nie sądź a nie będziesz sądzony, Wam się może tylko wydawać, że znacie i rozumiecie tą historię:)
2011/04/11 08:23:49
wiewiora niezle kazanie:):) prawie jak z ambony :):) ,,rozumiem,, że prezentujesz ten nurt ,,radio maryja,, tutaj a nie ten psychoanalityczny:):)
podejrzewam, że sam autor jej nie rozumie bo buja sie z tym drugi rok pisząc w kólko to samo, chłonąc jak gąbka komentarze i zdania innych realnych bytów. W tym ukladzie nie wiem czy sam autor jest rowniez autorem tych przezyć czy świadkiem jakiejś zmyslonej albo prawdziwej historii. Mam nadzieję, że jednak autor sobie cos wyjasni , ewentualnie w cos uwierzy, rozwiaze , podejmie decyzje...a nie popadnie w ,, nerwicę,,. no i aby potem nie zalować do konca swoich dni. p.s komentarze tutaj sa raczej projekcją własnych myśli i przekonań anizeli osądzaniem czy rozumieniem drugiego czlowieka. W koncu to takie blogowe prawo. dla mnie to klasyczny przypadek i zarazem paradoks rzeczywistości czyli zetknięcia się wlasnych pragnień ( czyli głeboko skrywanego nieświadomego JA) z pownnosciami i normami kulrurowymi czyli świadomego Ja. Normalny konflikt interesów.:):) Tak czy inaczej jezeli historia prawdziwa to bohater ma mozliwosc dotknąc korzeni swej prawdziej natury:):) swoich zasobów i rozwijac swoj potencjał , a nie kazdemu dane jest to przeżyć czy doświadczyć z kazdą kobietą. Z tego co sie zorientowałem to obawiam się, że te moje mysli sa zbyt glebokie, aby tutaj zostały własciwe zrozumiane i nie pisze tego , aby kogoś urazić , raczej ze wspolczucia dla autora i jego niezrozumienia samego siebie. 2011/04/11 09:56:58
Ubawiło mnie to, nie powiem, Romana pewnie też - radio to moje imię, maryja nazwisko:) mocno nietrafione :) każdy może myśleć co sobie chce, pisać również-wszak anonimowość dodaje odwagi:) mi chodziło jedynie o ocieplenie podejścia do Romana, bo choć na co dzień pozwalam sobie na lekką krytykę wobec Niego, to myślę, że każdy może się poplątać i tyle. A przecież nie wiemy jak się zachowamy w jakiejś sytuacji, póki się w niej nie znajdziemy. Choć czasem Roman faktycznie po łapach powinien dostać i to mocno:) a historia się przecież podoba, skoro tylu czytelników:)
2011/04/12 22:31:17
Zagladam na ten blog od dawna. Od dawna tez zastanawiam sie, czy historia jest prawdziwa, czy to jedynie swego rodzaju tworczosc literacka. Stawiam na to drugie. Nie wierze w dwa lata porywow dzikiej namietnosci, ktora ma to do siebie, ze szybko gasnie, gdy brakuje uczuc i wartosci "wyzszych". Nie wierze, ze B. (taka jaka jest opisana, czy tez wykreowana) bylaby w stanie tak dlugo to ciagnac. Uczucia uczuciami, ale instynkt samozachowawaczy? Poza tym stabilizacja i dystans na drugim biegunie to za malo, jak na taki "goracy" zwiazek. A gdzie pretensje, klotnie i awantury miedzy kochankami? ;)
Zwiazki, rowniez takie, dojrzewaja, zmieniaja sie. Ten ciagle jest taki sam.
Gość: fantasmagoria, c153-97.icpnet.pl
2011/04/13 06:48:43
Jak dla mnie to ten romans to jedno wielkie pasmo klotni pretensji i fochow przerywane krotkimi okresami kiedy wedlug Romana "jest dobrze" ;) Ekhem Roman znow nas zostawiles? I powiem ci tylko jesli kolezanka wiewiora mowi prawde ze zaczynasz niebezpiecznie balansowac na krawedzi swiata wirtualnego i realnego. Stad juz tylko krok do tego zeby dowiedziala sie o wszystkim najbardziej zainteresowana osoba.
Gość: Lilith, 142.204.11.5*
2011/04/21 20:11:20
znam taki egzemplarz , ktory kocha dwie i z zadnej nie potrafi do konca zrezygnowac , to taki niebezbieczny balans pomiedzy romasem a tragedia dla wszystkich zainteresowanych
|
zgadzam sie z jej ostatnim zdaniem :]
ale ksiązke możesz napisać może komuś sie przyda :P